dochodzenie odszkodowań wymaga pomocy specjalisty

 

Dziś wróciliśmy z naszej „relaksującej wyprawy”. W pracy nie mogłam się na niczym skoncentrować, a jeszcze musiałam się urwać wcześniej, żeby załatwić formalności w urzędach. Skontaktowałam się z Bartkiem i o powiedział mi, że ja jako pasażer mogę się ubiegać o odszkodowanie, niezależnie od tego, po czyjej stronie leży wina za wypadek. Ucieszyłam się, ale mina mi zrzedła, kiedy dowiedziałam się, że on sam ma spore problemy, bo póki co śledztwo wskazuje na to, że to on jest sprawcą zajścia… Kurczę, nie mogę sobie wydarować, że to ja wpadłam na ten genialny pomysł, żeby jechać do sklepu.

Postanowiłam pomóc Bartkowi i pogadałam z moją koleżanką, która zna się na dochodzeniu odszkodowań. Nie ma to jak skorzystać z porady specjalisty! Zapytała mnie czy facet, w którego uderzyliśmy, w chwili wypadku jechał na rowerze. Zostało bowiem wykazane, że był pod wpływem alkoholu. Mimo to, jeśli po prostu szedł chodnikiem, a to Bartek się zagapił i w niego uderzył – facet jest niewinny. Co innego, jeśli po pijanemu jechał na rowerze, wtedy jego wina jest ewidentna! Ja nie mogłam sobie przypomnieć czy człowiek ten był na rowerze czy tylko go prowadził. Bartek również miał w głowie czarną dziurę.  W każdym razie jest to cenny trop i argument w naszych rękach, w batalii z firmą ubezpieczeniową, która najwyraźniej nie chce wypłacić Bartkowi odszkodowania powypadkowego. Biedak musi wyłożyć sporo pieniędzy w naprawę auta…

Nie zostawimy tego w ten sposób, musimy walczyć o swoje prawa!

Odszkodowanie komunikacyjne w naszym zasięgu

 

Powoli wszystko zaczyna się układać. Co prawda dalej nie ustalono, po czyjej stronie leży wina za wypadek, ale dla Bartka pojawiły się ważne okoliczności łagodzące. O tym za chwilę, ale jest to kwestia bardzo istotna pod kątem ubiegania się o ewentualne odszkodowanie komunikacyjne. Autocasco wypłaci kasę wyłącznie, jeżeli nieuwaga Bartka nie jest wyłączną przyczyną kolizji.

Nie dopisałam, co działo się w szpitalu. Otóż oczywiście żaden lekarz ani pielęgniarka nie chcieli nam udzielać żadnych informacji na temat stanu zdrowia pacjenta. Znaleźliśmy go jednak na oddziale. Koło niego siedziała jakaś osoba, więc było nam niezręcznie podchodzić. Zebraliśmy się jednak na odwagę, położyliśmy na stoliku czekoladę i wyjaśniliśmy kobiecie, kim jesteśmy i po co przyszliśmy. Jej reakcja zaskoczyła nas… pozytywnie.

Okazało się, że jest córką Pana Władka i jej tata „w końcu się doigrał”. Ponoć rodzina codziennie bała się o niego, kiedy wracał wieczorem z pobliskiego baru, bo kilka razy miał już dość niebezpieczne incydenty, z których dotąd wychodził bez szwanku. Jej zdaniem to oczywiste, że to Pan Władek jest sprawca tego wypadku, a to, że trafiło właśnie na nasz samochód to kwestia przypadku.

Okazała się być bardzo wyrozumiałą osobą. Wymieniliśmy się kontaktami i powiedziała, że w razie czego – na przykład jeśli chodziłoby o odszkodowania powypadkowe – może świadczyć na naszą korzyść. Uwielbiam tutejszych ludzi ;)

Odszkodowania powypadkowe czy nasza wina?

 

Nie powiem, trochę dzisiaj wyjaśniło. Poranek był okropny. Bartek czuł się jak przestępca, mnie bolała cała głowa i ręka, która najwyraźniej przyrżnęłam gdzieś, podczas uderzenia. Ale nie to było najważniejsze. Śniadanie zjedliśmy w milczeniu i zastanawialiśmy się, co dalej. W zasadzie żadne z nas nie miało ochoty siedzieć tu dłużej, ale trzymały nas tu formalności, zastanawialiśmy się czy przysługują nam (mi i Bratkowi) odszkodowania powypadkowe. Przede wszystkim jednak nie wiedzieliśmy, co z tym panem, którego wczoraj zabrało pogotowie… Nawet nie wiadomo było, w którym szpitalu leży.

Nasza gospodyni okazała się być cudowną kobietą! Jako że to jest malutka wioska, dziś już wszyscy mówią o wczorajszym wypadku. Ona jednak broni nas jak może, usprawiedliwia przed wścibskimi sąsiadami i podnosi na duchu. Powiedziała nam, że zna tego człowieka i on ma w zwyczaju chodzić wieczorami po pijaku. Jakiś tydzień temu podobno już się tak zatoczył, że wpadłby pod samochód, ale na szczęście kierowca wyhamował na czas. Tym razem się nie udało… Jeśli zależy nam na odszkodowaniu, powinniśmy je dostać.

Powiedziała nam, gdzie Pan Władek (bo tak nazywa się nasza ofiara) może leżeć i pojechaliśmy go odwiedzić. To nie było miłe… Nasz samochód nie nadawał się do jazdy, więc skorzystaliśmy z miejscowego PKSu. Tam wszyscy patrzyli się na nas jak na przestępców. Na dodatek do Bartka właśnie wtedy zadzwoniła Policja. Wszyscy wstrzymali oddech, chcąc coś podsłuchać. Po raz kolejny wezwali go na komisariat, żeby ustalić wszystkie szczegóły – od tego, po czyjej stronie leży wina, zależy czy możemy dochodzić odszkodowań.

Do szpitala dotarliśmy więc w trójkę. Byliśmy wystraszeni, ale koniec końców skończyło się pozytywnie. Dokładnie napiszę o tym później, bo teraz muszę się zająć nieszczęsnym samochodem i ogarnąć sprawy związane z ubezpieczeniem i ewentualnym odszkodowaniem.