Dziś wróciliśmy z naszej „relaksującej wyprawy”. W pracy nie mogłam się na niczym skoncentrować, a jeszcze musiałam się urwać wcześniej, żeby załatwić formalności w urzędach. Skontaktowałam się z Bartkiem i o powiedział mi, że ja jako pasażer mogę się ubiegać o odszkodowanie, niezależnie od tego, po czyjej stronie leży wina za wypadek. Ucieszyłam się, ale mina mi zrzedła, kiedy dowiedziałam się, że on sam ma spore problemy, bo póki co śledztwo wskazuje na to, że to on jest sprawcą zajścia… Kurczę, nie mogę sobie wydarować, że to ja wpadłam na ten genialny pomysł, żeby jechać do sklepu.

Postanowiłam pomóc Bartkowi i pogadałam z moją koleżanką, która zna się na dochodzeniu odszkodowań. Nie ma to jak skorzystać z porady specjalisty! Zapytała mnie czy facet, w którego uderzyliśmy, w chwili wypadku jechał na rowerze. Zostało bowiem wykazane, że był pod wpływem alkoholu. Mimo to, jeśli po prostu szedł chodnikiem, a to Bartek się zagapił i w niego uderzył – facet jest niewinny. Co innego, jeśli po pijanemu jechał na rowerze, wtedy jego wina jest ewidentna! Ja nie mogłam sobie przypomnieć czy człowiek ten był na rowerze czy tylko go prowadził. Bartek również miał w głowie czarną dziurę. W każdym razie jest to cenny trop i argument w naszych rękach, w batalii z firmą ubezpieczeniową, która najwyraźniej nie chce wypłacić Bartkowi odszkodowania powypadkowego. Biedak musi wyłożyć sporo pieniędzy w naprawę auta…
Nie zostawimy tego w ten sposób, musimy walczyć o swoje prawa!

